Klasyfikacja potencjalnego turysty.

Panie i Panowie przed wami klasyfikacja klientów (tych namolnych) ! Z pomocą mojego ulubionego sarkastycznego małpiszona asiaczka aka Dżoany. powstał oto ten spis. Z pewnością niebawem się powiększy.


Przedszkolak

Jest to typ klienta, który tak naprawdę nie ma pojęcia czego chce. Na wstępie wzdycha męczenniczo, jęknie, pociągnie nosem, w końcu siada. Błędnym wzrokiem bada ściany, mapę, sufit, akwarium i krzesła, by po chwili, głosem osoby wyjątkowo zmęczonej życiem, pytać o wycieczkę.
I to tyle informacji, naprawdę. Chcę wycieczkę.
Można by równie inteligentnie odmruknąć” No ok.” i wrócić do zajęć. Niestety! Jest to typ osoby, którą trzeba prowadzić za rączkę i o wszystko pytać. Odpowiedzi zazwyczaj brzmią tak – Gdzie chce jechać? Nie wie. Kiedy? Obojętnie. Jaka kwota? Najlepiej jak najtaniej
Pomyśli ktoś, co za problem! ? A właśnie, że ogromny! Bo ten typ, uwielbia wprost znajdywać problemy tam, gdzie ich nie ma.
Może Tunezja? Nieee . Może Egipt? Niiic z arabskich. Kenia ? Za daleeeeeeko. Grecja? No za blisko gdzieś daleeeeeej. Indie. Ło Jezusie co tak daleko!
Kończy się na tym, że nie bierze nic, nie wie nadal nic i właściwie to co on tu robi?

Globtroter.

Ten klient był wszędzie. Zwiedził WSZYSTKIE KONTYNENTY. Wie wszystko. Stoi przed mapą, wskazuje podbródkiem gdzie był, w 99% przypadków trzyma ręce splecione z tyłu i szuka orientalnych wycieczek. Ponieważ był wszędzie, wie lepiej wszystko ode mnie. Co jeść, co pić, co robić, właściwie to on tu powinien pracować.
A właściwie to skandal, że nie ma na już objazdowej wycieczki po Bhutanie i Bangladeszu. To społeczeństwo, nic tylko by grzało *upę na plaży i żarło jak świnie w „taryfach ol ekskluziw” ! Nikt nie dba o prawdziwych globrotrerów! NIKT ! Czy kupi wycieczkę?
Oczywiście, że nie !
Biura podróży nie spełniają jego oczekiwań i wygórowanych wymagań.

Futrzak.

Klient płci żeńskiej. Damski odpowiednik Globtrotera. Obwieszony futrami , oblany perfumem, często przeze mnie spotykany i opisywany w notkach. Pyta często o dalekie podróże, które na salonach są obecnie na topie (Ostatnio głównie Karaiby, Malediwy i Wenezuela). Przez całą rozmowę na Ciebie nie spojrzy, bo a)smsuje b)rozmawia przez telefon c)bada wnikliwie mapę, bezskutecznie szukając wskazanych przez siebie lokalizacji (patrz pierwsza notka ”No to sru”) d) bada strukturę swoich paznokci.
Gdy wyszukiwanie oferty twa dłużej niż 14 sekund (zdarza się, że przycina Internet), stwierdza ,że nie ma czasu, rzuca wizytówkę, oznajmia, że mam „coś znaleźć” i sobie idzie. Z reguły nigdy nie wraca. A taką ładną ofertę zawsze przygotowuję !

Traper.

Krótka piłka. Ma Pani katalog na wyprawę treckingową na Kilimandżaro? Nie? A ma Pani taką ofertę? Ma? A na kiedy ? Tak? A właściwie to ja sam pojadę. Bo ja sobie sam jeżdżę. Tak tylko pytałem. Z ciekawości. Właściwie to ja już pójdę. No to do widzenia

Katarynka.

Typ klienta, który jak tylko znajdzie wolnego słuchacza, nie odpuści, dopóki słuchacz, albo go nie wywali, albo nie zemdleje.
Kiedy ja wyszukuję ofertę, on w ramach wolnego czasu rozpoczyna nieciągnącą się opowieść o córkach, wnukach, sąsiadkach, ludziach, polityce, młodzieży, ciężkich czasach, wandalach, okazjonalnie spojrzy na ekran i kontynuuje, mając głęboko w poważaniu to co się do nich mówi( o ofercie rzecz jasna, jakiekolwiek pozytywne reakcje na ich pierdołowatość przyjmuje z wielkim entuzjazmem. )W tym czasie zdążę poznać genologię rodziny, obejrzeć zdjęcia, pokiwać głową w zrozumieniu, ale trzeba przyznać, że z reguły Klient Katarynka usatysfakcjonowany cierpliwością i zaangażowaniem, prędzej czy później wróci i coś kupi. Chwała Panu.

Łachudra.

Zwana też popularnie menelem. Przychodzi, siedzi i śmierdzi. Próbuje wyżulić pieniądze, bułkę czy długopis(Po co im długopis?! Żeby spisywać swoje dzieje na wiacie śmietnikowej?) Dopiero grożenie ochroną, skutkuje, klient się ewakuuje obrażając mnie i wszystkie pokolenia mojego rodu. A smród zostaje

Nędzne kreatury.

Tą uroczą nazwę zaskarbili sobie klienci, którzy przychodzą do biura w tylko jednym celu. Obrazić cię wyżyć się na kimś, kto nie ma prawa się klientowi odszczeknąć. Zawsze znajdą powód by cię zmieszać z błotem. Bo za wolno, za szybko, za chaotycznie, za flegmatycznie, w ogóle co taka gówniara robi w biurze, my jej płacimy CIĘŻKIE PIENIĄDZE. ( Z reguły, to ci co nigdy nic nie kupili), powinna nam przynieść kawę w zębach. I paść do stóp. A w ogóle ja bym to lepiej zrobił/a. I moje wszystkie córki też. Wszystko to w akompaniamencie ciężkich wzdechów, marudzenia i niecierpliwego bębnienia palcami o blat. A ty pamiętaj o jednym. Uuuuuuśmiech! To ich dopiero doprowadza do szału.

Pielgrzymi.

Mamy w biurze sofę. Dość wygodną. Naprzeciwko stoi monitor na którym wyświetlana jest oferta. Obok monitora stoi zaś dystrybutor z wodą. Turysta wchodzi, NIGDY ale to NIGDY nie odpowiada na grzeczne „Dzień dobry” i tu mamy trzy wersje:
1)Rozsiada się na kanapie, ogląda ofertę z monitora i konsekwentnie mnie ignoruje
2)Wchodzi i bez pytania częstuje się wodą z dystrybutora (Bardzo częste u matek z młodymi dziećmi! „Chodź Marcysiu, napijesz się”). Wypija, wychodzi i zostawia plastikowy kubek. ZAWSZE.
3)Staje przed słynną mapą, ogląda i milczy. Ewentualnie ogląda akwarium. I naszego ślimaka kanibala – Gerwazego.
I wychodzi.

Zbieracz

Jest to typ, który przychodzi w jednym, jedynym celu. Zbiera katalogi, ile tylko mu pozwolę a resztę (z napisem „Biuro” czyli w jednym egzemplarzu) wynosi pod płaszczem. Ewentualnie siada, udaje, że czegoś chce i rąbnie z dwa długopisy.

Czytelnik.

Czytelnik nigdy nie występuje sam. Jest otoczony kolegami, koleżankami bądź rodziną. Podchodzi do witryny i oznajmia wieść radosną „EEEEEJ jedziemy do Kenii/Tajlandii/Indii/na Dominikanę/ do Egiptu(tu następuje jowialny wybuch śmiechu reszty grupy)/na Maderę/do Londynu. I idą.
Wersja druga. Stają i komentują każdą ofertę. KAŻDĄ. „Hoho ! Taka tania Teneryfa ! Myślą, że zrobią z nas idijotuff ! HA-HA-HA!” I idą dalej. Nigdy nie wchodzą do środka. Bo po co. I tak nie mają nawet na kurs do Gomunic.

Stały klient.

Nazywam ich również sępami. Byli naszymi klientami raz, w porywach dwa. Z reguły wykupywali coś z dojazdem własnym, w bungalowach, bez wyżywienia, dosłownie groszy. I tak jest tym razem (ewentualnie Tunezja, obecnie tania jak barszcz) Gdy odmawiam im udzielenia rabatu rzędu 10% (pierwsze nie mogłam bez konsultacji, dwa teraz już w ogóle nie mogę, bo nie wolno, trzy JAKIE 10%!!) patrzą zdziwieni po sobie i z delikatnym uśmiechem malujących się na ustach oznajmiają „Ale przecież to nasz kolejny wyjazd. Jesteśmy STAŁYMI KLIENTAMI, to przecież dużo pieniędzy. Razem…1300 !” Ja rozumiem niezadowolenie klientów grupowych, którzy sprowadzają znajomych, kwota jest duża, naprawdę. Ale gadaj z takimi i tłumacz, że na sprzedaż rzędu 1300 na dwie osoby, nie dam ŻADNEGO RABATU.
Wtedy to też z jednostki takiej rodzi się czasem…

Diabeł tasmański.

To klient, który póki wszystko jest po jego myśli, jest jak do rany przyłóż. Zaraz by cię przedstawił rodzicom i pomagał wybierać płytki do łazienki. Do czasu, aż wszystko jest po jego myśli. Jakakolwiek niedogodność wywołuje u niego atak wściekłości. Mało powiedziane. Szału! Atak może spowodować rzecz naprawdę błaha. Zacięcie się drukarki(częste zjawisko), awaria terminalu płatniczego bądź jego dłuższa komunikacja z centralą ( obok jest bankomat), wykupienie wycieczki sprzed nosa, gdy ci debatowali za wszystkimi za i przeciw. Klient nadyma się jak balon, robi się purpurowy i wybucha. Wypomina wszystkie krzywdy, jakie mu wyrządzono, wyrządza i będzie się wyrządzać. Miesza cię z błotem, aż się uspokoi, lub przedstawisz mu w miarę sensowne argumenty by na chwilę przestał warczeć. Wtedy z reguły następuję koniec ataku szału i klient z kocimi oczkami godnymi kota ze Shreka pyta „ No to… da się coś zrobić prawda? Bo przecież Pani może coś załatwić „

Nie myślcie kochani, że nie trafiam na dobrych klientów. Oczywiście, że trafiam! To oni sprawiają, że kocham tą pracę. Codziennie spotykam miłych ludzi, może trochę zagubionych w gąszczu ofert, ale grunt to znalezienie wspólnego języka i uprzejmość. Z niektórymi mam do tej pory kontakt, mimo, że już dawno wrócili z wakacji. I chętnie do mnie wracają. I jak przyjdzie kulawy dziadzio i opowiada o starych czasach to też chętnie posłucham. Po prostu wszystko musi mieć zachowane odpowiednie proporcje. Pamiętajcie, że pracownik też jest tylko człowiekiem.
Do napisania.
Galernica.

Komentarze:

11.03.2011, 23:40 :: 77.115.80.244
infrared
U złodziei i oszustów ;) czyli usługi telekomunikacyjne..

11.03.2011, 11:10 :: 89.250.204.254
jurajska-galernica
infrared można wiedzieć gdzie odbywasz galery?:):D

10.03.2011, 15:26 :: 77.112.175.173
infrared
Trochę w innej branży pracuję, ale klienci wszędzie są chyba tacy sami. Ja mam np. swojego ulubionego zbieracza, który codziennie zagląda przez witrynę, czy może jest jakaś nowa ULOTKA (nic innego go nie interesuje) i, jeśli akurat się zdarzy, że jest, to rzuca się na nią z prędkością światła, mało co nie wywalając przy okazji podajnika i nie przemeblowując mi punktu. A jak trafi się zmiana wizualizacji i tym samym ulotek, to aż przyprowadza żonę i zbierają razem ;)

07.03.2011, 21:07 :: 89.250.204.254
jurajska-galernica
jaszczurus w którym miejscu? Zaraz poprawie :) Bo poki co widze tylko "wykupywali" ;D

07.03.2011, 19:20 :: 178.37.74.185
jaszczurus.openid.pl
Ja tak tylko nieśmiało i grzecznie proszę o używania słowa "kupować" nie "kupywać"
:)

05.03.2011, 22:43 :: 178.37.6.98
ratunku-co-robic
cudowne! :D