Ło Jezusie, zabierzcie te dzieci !!!Nie żebym miała coś do dzieci, Broń Boże ! (Są bardzo smaczne). Po prostu uważam, że miejsce dzieci nie jest w galerii.
O cóż znowu mi chodzi ? Pracuje w tym cudownym przybytku, skarbnicy wiedzy o społeczeństwie już trochę. Za każdym razem zdumiewa mnie postawa młodych matek, które na siłę ciągają na zakupy swoje pociechy. Dziecko, jak to dziecko - po 15 minutach chodzenia za superhiper modnymi geterkami w panterkę zaczyna dostawać, delikatnie mówiąc, ataku szału z nudów. Bo o ile sklepy z zabawkami są dla nich niebywałe interesujące ( o ile nie zaczyna piszczeć ze złości, że jednak nie dostanie żadnej zabawki) o tyle reszta je mało interesuje. Jest to całkiem zrozumiałe, czego młode matki zdają się nie zauważać/nie rozumieć/nie myślą. Zaczynam pracę o 10 i już około 11 zaczyna się akompaniament wrzasków, pisków, stękania i tupania nóżką. Bo się nudzi, bo nogi bolą, bo tam jest mechaniczny konik i ono chce...A rodzicielki godząc się na ten stan rzeczy zapychają usta pociechy czymś słodkim i ciągną je dalej. Sama w sumie nie wiem co jest bardziej przerażające - matka ciągnąca dziecko za sobą, czy młoda mamuśka z malutkim berbeciem w wózku, na spacerku po Galerii. Szkoda trochę tych biednych dzieci. Wciąż gra muzyka - nie zawsze miła dla ucha (dla mnie - wielbicielki mocniejszego grania, prawie zawsze, ale trzeba być tolerancyjnym), pełno ludzi, ciągle jasno...z czego tu się cieszyć? Ja większość czasu wolnego spędzałam na spacerach po lesie, w piaskownicy, na placu zabaw, byle na świeżym powietrzu i nie czuję się z tego tytułu, jakaś szczególnie pokrzywdzona. Jeżeli wyjazdy do Galerii są jedynym wycieczkami współczesnych dzieci, to naprawdę im współczuje - tracą coś pięknego, coś czego nie zobaczą w sklepowych witrynach, między dwoma parami kozaczków. Apel do matek. Jeśli tylko możecie, nie bierzcie ze sobą dzieci na długie eskapady z psiapsiółami w poszukiwaniu modowych ochów i achów. Zostawcie u teściów, u rodziców - na pewno się ucieszą z chwil z wnukiem/wnuczką. Oszczędzicie dziecku męczącej wyprawy a sobie napadów dziecięcej histerii. A mi bólu głowy. Historyjka : Jakiś czas temu wchodzi dama tzw. futrzana - obwieszona futrem, złotem i oblana perfumem niewiadomego pochodzenia. Wtedy nie było jeszcze katalogów 2011 ( okolice grudnia) (K)lientka wyjątkowo sfrapowana patrzy na katalogi 2010 ZIMA, (J)a zaś spieszę z pomocą : J - Witam ! W czym mogę pomóc ? K- Dzień dobry. Mają państwo katalogi Alfa Star na rok 2011 ? J- Niestety jeszcze nie, nie mamy żadnych katalogów na rok 2011, zostały już zamówione, będą na początku roku. K: Aha. A Itaki? Lekko zdziwiona, lecz wciąż uprzejma powtarzam( może klientka głuchawa?) i powtarzam jak sekretarka J:- Nie mamy żadnych katalogów na rok 2011, zostały już zamówione, będą na początku roku. K - A Neckermanna? J - ... Nie mamy ŻADNYCH katalogów na rok 2011, będą na początku roku. Klientka zapytała jeszcze o 5-10 biur, ja wciąż to samo. W końcu : K: - A bo wie Pani, ja to nie mam zamiaru jechać nigdzie na wakacje, jak już coś to mój kolega prowadzi biuro, ale chciałam sobie pooglądać. Jedyną odpowiedzią, w miarę logiczną i uprzejmą było "Aha. Rozumiem". Tylko po co mi zawracała głowę? Komentarze: |