
Wpierw jednak, zabójczy tekst klienta skierowany do mnie jednym ciągiem, pod nosem:
K: Bry, wakacjeexclusiveczerwiecFura-wętura.
Po wydaniu z siebie zdezorientowanego "E?" załapałam, że chodzi o wakacje All inclusive na czerwiec na Fuertaventurze
Tymczasem wczoraj wieczorową porą, zawitała do mnie klientka, która chciała wiedzieć wszystko. Usiadła o godzinie 19.05 by siedzieć i siedzieć i pytać i pytać. A pytania te były momentami tak denerwujące, że aż miałam ochotę wyć. Z tych ciekawszych :
Klientka gapi się wciąż na opis hotelu i czyta:
-Od lotniska 15 km?
-Tak
-Plaża przy hotelu?
-Taaak.
-A leżaki bezpłatne?
-Mhmm..
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ona to CZYTAŁA z opisu żądając mojego potwierdzenia. Jakbym miała jakieś hipertajne dane z najpilniej strzeżonych archiwów KGB.
Po około pół godzinie, gdy doszło do pytać typu "A czemu ta woda na zdjęciach taka niebieska?!", pojawiła się znajoma mi para klientów. Byli oni poprzedniego dnia w biurze i zastanawiali się nad wyjazdem. Uznałam, że przychodzą potwierdzić, dałam krótki znak głową by poczekali i wpatrywałam się dalej w upierdliwą Panią Pytalską wzrokiem godnym seryjnego mordercy.
Jednak ta, głodna informacji i sprawdzenia mojej odporności psychicznej, pytała dalej ("A to mnie tam nie okradną?"). W końcu po dokładnie godzinie , wyszła z biura niepocieszona, bo niestety nie potrafiłam powiedzieć jak dokładnie wygląda wiza turecka.
Uśmiechem zaprosiłam wyżej wspomnianą parkę i przeszliśmy do formalności. Mija 10 minut, klienci podpisują warunki uczestnictwa, gdy nagle wpada Pani Pytalska cała purpurowa na twarzy. Sapiąc jak lokomotywa, porwała wolne krzesło ze stanowiska obok, przycisnęła się do mojego biura (gdzie było już dość ciasno, z powodu towarzystwa parki) i oznajmiła:
- To ja chcę tą wycieczkę !
Rzuciła torbę na biurko i zaczęła grzebać w portfelu.
Patrzę ze zdumieniem na Panią Pytalską, potem na parkę. Parka wpierw patrzy po sobie, potem na mnie na Pani Pytalskiej kończąc.
Siląc się na spokój i dyplomatyczny ton oznajmiłam :
-Wspaniale proszę Pani, ale proszę spocząć na kanapie, wpierw obsłużę tych Państwa, potem zajmę się Panią.
Na twarz Pani Pytalskiej wlało się niedowierzanie wymieszane z wesołością. Prychnęła, obrzuciła młodych spojrzeniem mogącym ich spopielić i..:
-Hah ! Ja przepraszam, ale JA BYŁAM TU PIERWSZA. Termin 15.07, pokój z widokiem na morze, ile będzie zaliczki? - kontynuuje dalej a mi szczena prawie opada na blat.
Po chwili otrząsnęłam się i powtórzyłam prośbę.
Klientka nadęła się jak balon, wrzuciła gwałtownie portfel do torebki i wstała miażdżąc całą naszą trójkę wzrokiem pełnym pogardy. (Zdecydowanie poczułam grozę Sądu Ostatecznego)
-BEZCZELNOŚĆ - wysyczała jadowicie przez zaciśnięte zęby i wyszła z biura odsuwając krzesło tak gwałtownie, że cud, że się nie przewróciło.
Byłam tak wytrącona z równowagi, że wciąż myliłam cyferki i literki. Dzięki wsparciu równie wstrząśniętej parki klientów, udało mi się doprowadzić transakcje do szczęśliwego końca.
Dobrze, że na świecie chodzą jeszcze dobrzy klienci - z takimi bym straciła rozum.