
Na co dzień spotykam przeróżnych ludzi w każdym przedziale wiekowym. Od maluchów, po młodzież, dorosłych i starców. Dziś historyjka będzie o Pani w wieku przed czterdziestką.
Warto również wiedzieć, że o ile uwielbiam moją pracę, o tyle uważam, że na 12 h pracy należy mi się mała przerwa na jedzenie. Ba ! Obiadek to moja mała "chwila zapomnienia"!. Biuro ma być zamknięte góra 15 minut, więc gdy tylko przywiozą mi z jadłodajni obiad, wieszam kartkę "zaraz wracam" z numerem telefonu, gdyby coś się waliło i paliło, po czym udaje się na zaplecze. Wierząc naiwnie w ludzką wyrozumiałość (HA!) przymykam jedynie drzwi - nie zamykam ich na klucz.
Tak było i dzisiaj. Zrobiłam herbatę, przykleiłam kartkę, zaniosłam obiadek na zaplecze i rozłożyłam mały podeścik (używamy go do wieszania ofert pod sufitem), na którym zwykłam siadać. Zaciągnęłam się wonią ziemniaczków i kotlecika z surówką i wybitnie zadowolona z życia zaczęłam konsumpcję...do czasu!
Usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi, pomyślałam coś brzydkiego, odstawiłam jedzonko na bok i wyszłam na biuro. Jakież było moje zdziwienie gdy przy biurku ujrzałam trzyosobową rodzinę, rozłożoną w najlepsze na wszystkich krzesłach.
-Obsłuży nas Pani czy nie?!- usłyszałam wycedzone przez zęby słowa.
Kotlecik kusił, ziemniaczki tym bardziej, ale trzeba było zagryźć wargi i obsłużyć klientelę.
Jak podejrzewałam - skoro nie potrafili uszanować tego, że mam przerwę, nie uszanowali również mnie samej. Mimo szerokiego uśmiechu na twarzy, zachęcającego tonu, byli zwyczajnie chamscy i opryskliwi. Mamrotali pod nosem coś o braku czasu,ich pieniądzach, dorabiających gówniarach (Nie żeby ich córa miała na oko 15 lat?!), którym dają pracę i to takim tonem, jakby uważali, że jestem po prostu głucha. Usłyszałam również, jakim cudem ja tu pracuję, ponieważ oznajmiłam, że muszę iść do kantoru rozmienić ich pieniądze.
Moja cierpliwość została wystawiona na ciężką próbę.
Finał był taki, że jeden z klientów poratował mnie rozmieniając pieniądze i mogłam w końcu sprzedać ten cholerny bilet lotniczy. Ufam, że córunia im kiedyś tak zajdzie za skórę jak oni mi, bo dają jej fatalny przykład poszanowania uczuć drugiego człowieka.
Co do ww. klienta. Okazał się być tak miłym i sympatycznym jegomościem, że od razu minęła mi złość na ród ludzki. Oby więcej takich ludzi, odzyskuje dzięki nim wiarę w człowieka.